Michał Sadrak, młodszy analityk Open Finance, o tym co piszczy w bankowej trawie
Michał Sadrak
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 20 maja 2011

Po tym jak pół roku temu Kredyt Bank ogłosił nową strategię, wczoraj ogłosił nową filozofię pod hasłem „Finanse z zasadami”. Strach pomyśleć co będzie za kolejne pół roku. Nowa taktyka, restrukturyzacja, a może po prostu długo wyczekiwana sprzedaż?

Zdecydowanie najjaśniejszym punktem nowej filozofii, która ma na celu wzmocnić wizerunek jest sięgnięcie po Wojciecha Manna i Krzysztofa Maternę. Z PKO BP co rusz płyną informacje o kolejnych sukcesach od czasu zatrudnienia Szymona Majewskiego, więc i w Kredyt Banku liczą na większą sprzedaż oraz rozpoznawalność marki. Oby tylko w tym przypadku udało się zachować wysokość wynagrodzenia w tajemnicy. Inaczej bank zagwarantuje sobie niezadowolenie wśród szeregowych pracowników, a ci przecież mają wspomagać realizację nowej filozofii.

Bank jednocześnie wprowadza na rynek nowe konto. Ekstrakonto Plus w opinii Kredyt Banku jest najwyżej oprocentowanym kontem w Polsce, a może nawet w skali Europy. Stawka (7 proc. w skali roku dla salda do 3 tys. zł) faktycznie jest atrakcyjna, ale na pewno nie jest to nic nowego. Już dwa lata temu Bank Ochrony Środowiska Oferował na rachunku 8 proc. w skali roku (również dla salda do 3 tys. zł). Czy konto odniosło sukces? Już dawno większość o nim zapomniała, oprocentowanie spadło, a BOŚ reklamuje kolejne rachunki. 7 proc. na rachunku osobistym w Kredyt Banku, to zresztą nie jedyna taka oferta na rynku. Identyczną stawkę proponuje Polbank, z tą różnicą, że na koncie dla młodzieży i dla salda poniżej 1 tys. zł.

Nowe konto poza oprocentowaniem szczególnie się nie wyróżnia. Darmowe bankomaty udostępnia już wiele banków, darmowe prowadzenie również. A żeby liczyć i na darmową kartę klient musi wykonać nią co najmniej pięć transakcji. Co więcej, oprocentowanie rachunku wynosi 7 proc., ale tylko jeśli wpłynie co najmniej 1 tys. zł z tytułu wynagrodzenia. Tym samym bank postawił nie tylko na transakcyjność klienta, ale również na pozyskanie osadu, a ten po przekroczeniu progu 3 tys. zł już nie jest w ogóle oprocentowany.

Odświeżenie oferty produktowej w przypadku wielu banków jest wskazane. Ale Kredyt Bankowi akurat brakuje umiaru, bo pół roku wcześniej w miejsce rachunków wprowadził pakiety, które swoją formą były zbliżone do ryczałtu na podstawowe usługi bankowe. Nie pozostaje nic innego, jak trzymać kciuki za KB, bo kolejnej zmiany za sześć miesięcy klienci mogą już nie wytrzymać. 

czwartek, 14 kwietnia 2011

Zdawałoby się, że desperackie kredyty z RRSO po kilka tysięcy procent ze względu na koszt w ogóle nie powinny mieć racji bytu. Tymczasem interes idzie coraz lepiej. Do tego stopnia, że nawet jedna z firm pożyczkowych wybiera się na NewConnect.

Działająca od 2007 r. spółka SMS Kredyt, która zajmuje się mikropożyczkami na krótkie okresy (do czterech mies.) w pierwszych tygodniach czerwca planuje debiut na rynku alternatywnym warszawskiej giełdy. Środki pozyskane w drodze prywatnej emisji (do 3 mln zł) mają zostać przeznaczone na rozwój akcji pożyczkowej. Z opublikowanych przez spółkę informacji o planowanej emisji możemy dowiedzieć się więcej na temat skali działalności i rentowności mikropożyczkowego biznesu.

Z prezentacji podstawowych danych finansowych wynika, że za pośrednictwem SMS Kredyt w 2009 r. klienci zaciągnęli 5,5 mln zł pożyczek. Rok później udzielono ich na  7,4 mln zł, a zysk netto wyniósł 0,56 mln zł. Począwszy od 2008 r. utrzymuje się trend wzrostowy w sprzedaży. Jednak według przedstawionych prognoz najlepsze dopiero przed spółką. Zapowiedzi są tak dobre, że aż mało prawdopodobne. Spółka planuje w 2013 r. wypłacić 108 mln zł pożyczek co miałoby zaowocować zyskiem netto na poziomie niemal 13 mln zł.  Jeśli przyjrzeć się dokładniej prognozom spółki, to wychodzi, że zysk netto ma rosnąć szybciej niż przychody i wysokość wypłacanych pożyczek. To chyba dość odważne założenie przy tak ryzykownym biznesie. Tym bardziej, że w całym dokumencie nie ma ani słowa o szkodowości portfela. Optymizm spółki, to po części również założenie, że Polakom nie będzie się poprawiać.

Jak to możliwe, że firma, która udziela kredytów przez sms-y, internet, telefon i biura kredytowe przy RRSO sięgającym nawet 3,2 tys. proc. ma się tak dobrze? Konsumentów, którzy są na ostrzu noża i potrzebują co najwyżej kilku stówek do pierwszego nie brakuje. Co więcej, SMS Kredyt w regulacjach nakładanych przez KNF na sektor bankowy upatruje swojej szansy. W wyniku rekomendacji T i wykluczenia z bankowej oferty miałoby się pojawić ok. 3 mln nowych klientów o zadowalającej wiarygodności. Niezależnie od trafności tych założeń, istnieje duża szansa na powodzenie, bo spółka na celownik bierze klientów z dochodami najczęściej nie przekraczającymi 1,5 tys. zł

Wciąż wysokie wymagania stawiane kredytobiorcom, to większe bezpieczeństwo dla banków. A te muszą się obecnie uporać z rekordowo wysokim odsetkiem złych kredytów konsumpcyjnych (ponad 18 proc.). Rynek nie lubi próżni, więc istnieje ryzyko, że firmom pożyczkowym wciąż będzie przybywać klientów, którzy nie kwalifikują się do otrzymania kredytu w banku. Dlatego pierwsza firma pożyczkowa na warszawskiej giełdzie ma szansę wzbudzić zainteresowanie inwestorów – szczególnie tych, którzy dobrze oceniają perspektywy rynku niesłychanie drogich pożyczek.

środa, 23 marca 2011

Wczoraj czołowe media obiegła informacja o oddaleniu zmian w lokatach antypodatkowych. Nowe (już drugie) założenia do projektu zmian proponowanych przez Ministerstwo Finansów zostały przyjęty pozytywnie, mimo że dla klientów takie nie są.

Przesunięcie wyroku na depozyty antybelkowe z 1 lipca br. na 1 stycznie 2012 r., to rzeczywiście dobra wiadomość dla klientów. Ale zejdźmy na ziemię, bo to akurat nie o dobro klientów chodziło. Banki na wniosek PKPP Lewiatan i ZBP zyskały więcej czasu na okres dostosowawczy, a resort finansów spokój ducha, ponieważ niejednokrotnie podważano konstytucyjność wprowadzania zmian w połowie roku podatkowego. Jeśli zmiany wejdą w życie zgodnie z planem i obecnymi założeniami, to w 2011 r. do budżetu nie wpłynie początkowo planowane 100 mln zł. Natomiast pozostałe plany wobec korzyści budżetowych począwszy od 2012 r. zostają niezmienione (+380 mln zł rocznie).

Druga zmiana niesie za sobą znacznie większe konsekwencje. Chodzi o brak zapisu, który znajdował się w pierwotnej wersji założeń do projektu:

„W związku z propozycjami zmian w zakresie zasad zaokrąglania w podatku dochodowym os osób fizycznych podstawy opodatkowania i podatku dla niektórych przychodów z kapitałów pieniężnych proponuje się wprowadzenie przepisu przejściowego, zgodnie z którym dochody (przychody) z tytułu odsetek określonych w art. 30 a ust. 1 pkt 1 -3 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, otrzymane na podstawie umów zawartych przed dniem wejścia w życie proponowanej zmiany podlegają opodatkowaniu na podstawie przepisów dotychczasowych.”

Brak powyższego oznacza, że do odstrzału idą wszystkie lokaty antypodatkowe, zarówno te już istniejące, jak i te które zostaną założone do końca roku. Ciężko się dziwić, a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że banki same zgotowały sobie taki los. Od momentu ogłoszenia pierwszych założeń do projektu (10 lutego 2011 r.) banki przystąpiły do ofensywny i kolejne instytucje rozszerzały oferty bezpodatkowych depozytów. Nie bez wpływu pozostały też nowe propozycje omijania podatku o których mówiono od połowy lutego, może nawet zbyt głośno. Chodzi przede wszystkim o lokaty na długi termin oraz automatyczne odnawianie depozytów założonych przed wejściem zmian. Na rynku pojawiła się natychmiast pierwsza pięcioletnia lokata z kapitalizacją dzienną oraz produkty z gwarancją oprocentowania niezależnie od ruchów resortu finansów.

Jeśli zmiany, które wejdą w życie rzeczywiście będą dotyczyć wszystkich umów depozytowych, to sprawa oprze się o kilkadziesiąt miliardów złotych. MF szacuje udział lokat antypodatkowych na ok. 13 proc. depozytów gospodarstw domowych, czyli niemal 56 mld zł według stanu na koniec stycznia br. Ale zakładając podobny przyrost jak w ostatnich miesiącach, to w grudniu powinno być to już ok. 59,5 mld zł i to przy bardzo ostrożnym założeniu, że procentowy udział antybelek nie wzrośnie.

Na koniec zostaje jeszcze jedna istotna sprawa. Zaufanie klientów do banków i ewentualne zmniejszenie skłonności do oszczędzania. Dziś zakładana najlepsza roczna lokata antypodatkowa na 5,33 proc. netto przyniesie zysk o 0,06 pkt proc. niższy, czyli 5,26 proc. netto. A wszystko za sprawą zaokrąglania podatku do pełnego grosza w górę od początku 2012 r. Ale należy w tym miejscu zaznaczyć, że im bliżej zmian, tym różnica ta będzie się powiększać. Niższe zyski niż początkowo zapowiadane mogą wpłynąć na postawę klientów, którzy stracą zaufanie do banków. Instytucje finansowe, żeby wyjść z twarzą mogą zaproponować konsumentom możliwość zrywania depozytów bez utraty naliczonych odsetek. Z pewnością byłoby to wizerunkowo słuszne rozwiązanie. Tyle tylko, że to jest biznes, a banki nie będą chciały nagle zmniejszać bazy depozytowej, której struktura i tak będzie pod wpływem działań RPP i zmian w ordynacji podatkowej.

czwartek, 10 marca 2011

PKO Bank Polski podejmuję próbę zatrzymania odpływu klientów. Bank podał pierwsze szczegóły nowych kont osobistych, które w najbliższy poniedziałek trafią do oferty.

Rachunków ma być sporo, bo aż pięć. Jednoczesne wprowadzenie tak wielu kont przypomina działanie Banku Pekao z 2009 r. Choć w przypadku głównego rywala krok ten nie spowodował znacznej poprawy, to PKO BP prawdopodobnie liczy na lepsze efekty. A te są konieczne, ponieważ liczba ROR-ów w największym polskim banku stale spada. Ostatni wzrostowy kwartał miał miejsce w 2008 r., a od tego czasu bank zdążył podnieść prowizje, co również negatywnie wpływa na liczbę prowadzonych rachunków. Pod względem liczby rachunków jedynym pozytywnym akcentem jest wzrost odnotowany w Inteligo. To efekt odświeżenia oferty w połowie 2010 r. Jednak konta bankowości internetowej wciąż stanowią około jedną dziesiątą wszystkich prowadzonych rachunków.

W nowej ofercie znajdziemy konto dla najmłodszych (do 18 lat), dla osób do 30 roku życia, dla seniorów (powyżej 60 lat) oraz dwa pozostałe rachunki. Już w komunikacie bank popełnił błąd podając, że Konto dla Młodych (do 30 lat) jest jedyną taką ofertą na rynku. Widocznie w PKO zapomnieli o Konto<30 w BZ WBK. Konto dla osób powyżej 60 roku życia będzie miało szansę konkurować ze skromną ofertą pozostałych instytucji. Dwa z pięciu nowych rachunków przeznaczone są dla najszerszej grupy odbiorców, ponieważ nie ograniczają się do którejkolwiek z grup wiekowych. W ofercie PKO BP znajdziemy elementy charakterystyczne dla kont bankowych ostatnich dwóch lat, między innymi koszt abonamentu uzależniony od wpływów na konto oraz szeroką sieć bankomatów. Pięć rachunków, to nie koniec rewitalizacji oferty, bo w połowie maja pojawią się trzy kolejne – tym razem dla klientów bankowości osobistej i prywatnej.

Nowa propozycja banku, to zdecydowanie bardziej podążanie za rynkowymi trendami niż ich wyznaczanie. I nie można się temu dziwić. W końcu klienci PKO BP nie potrzebują rewolucji, a jedynie oferty konkurencyjnej z innymi instytucjami. Za rewolucję uznałbym wprowadzenie kart zbliżeniowych na masową skalę, a nowe rachunki to droga ku temu, żeby nie pozostawać w tyle. I to na pewno kolejny krok ku realizacji ambitnego celu w postaci rocznego zysku netto na poziomie 4 mld zł.

Dzięki nowej ofercie bank ma szansę wyhamować odpływ klientów, ale akwizycja nowych odbiorców będzie znacznie trudniejsza, tym bardziej, że przy takiej skali działania znaczenia nabiera nawet czynnik demograficzny.

13:52, michal.sadrak
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 marca 2011

Dzień Kobiet sprzyja publikacjom na temat usług finansowych przeznaczonych dla płci pięknej. W komentarzach przeważają opinie, że w Polsce odrębnych produktów bankowych dla kobiet jest niewiele.

I rzeczywiście tak jest. Co innego za granicą, gdzie są nawet… banki dla kobiet. A to nie wszystko, bo można znaleźć nawet fundusze wealth management przeznaczone tylko dla jednej płci. Jednak tak dobrze mają tylko panie w wybranych krajach Bliskiego Wschodu (Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie). I to tylko w ramach bankowości islamskiej, która działa na dość specyficznych zasadach, bo bez odsetek. Charakterystyczny rodzaj usług finansowych dotyka również zarządzania majątkiem. Firmy, świadczące tego typu rozwiązania muszą prowadzić politykę inwestycyjną zgodną z religią islamu. To z kolei istotnie wpływa na rentowność inwestycji. Dodatkowo indywidualny rodzaj usług finansowych skierowany jest wyłącznie dla pań o ponadprzeciętnym statusie społecznym.

Wszystkie te wymogi i ograniczenia powodują, że nawet w Polsce oferta usług bankowych skierowana wyłącznie dla pań już przestaje wyglądać źle. Przede wszystkim dlatego, że nie jest podyktowana względami religijnymi i nierównością płci.

09:22, michal.sadrak
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 lutego 2011

Stopy rosną, kredyty konsumpcyjne drożeją, ich sprzedaż kuleje, a banki wciąż nie tracą optymizmu. Z wczorajszego porównania pożyczek gotówkowych płynie jeden ważny wniosek – kredyty podrożały względem tego co obserwowaliśmy w grudniu ubiegłego roku. Jest to stwierdzenie oparte wyłącznie o analizę kosztu całkowitego rocznych kredytów na 5 tys. zł, ale to wystarczające dane, żeby wskazać ogólną sytuację na rynku szybkich pożyczek. Co prawda wciąż pozostaje ona lepsza niż rok temu, ale podwyżki stóp procentowych mają szansę to zmienić.

Czy niekorzystny dla klientów wzrost kosztów zadłużenia jeszcze bardziej pogrąży rynek szybkich pożyczek? Wystarczy prześledzić trzy ostatnie cykle zmian stóp procentowych, żeby dostrzec brak zależności między zmianą salda złotowych kredytów konsumpcyjnych, a wysokością stóp procentowych. Na przedstawionym niżej wykresie widać, że stopa referencyjna pozostaje bez wpływu na przyrost złotowych kredytów konsumpcyjnych. A to oznacza, że kredyty konsumpcyjne zaciągane są bez względu na ich koszt. Dlatego zapoczątkowany w styczniu cykl zacieśniania polityki monetarnej prawdopodobnie nie będzie decydował o popycie na kredyty. Pod uwagę biorę tylko pożyczki w polskiej walucie, bo stanowią one obecnie ok. 93,5 proc. wszystkich kredytów konsumpcyjnych, a zmiana ich salda nie jest zależna od kursów walutowych.

Drugim czynnikiem, obok kosztu pieniądza, który mógłby decydować o skłonności do zadłużania jest sprzedaż detaliczna. Ta jednak po naniesieniu na wykres ze zmianą salda złotowych kredytów konsumpcyjnych też nie wykazuje wyraźnej korelacji z zadłużeniem na rynku pożyczek i kart kredytowych. Wystarczy spojrzeć na rok 2010, który pod względem nowoudzielanych kredytów był wyjątkowo trudny. Saldo kredytów malało w tym okresie sześciokrotnie, a sprzedaż detaliczna w cenach bieżących tylko raz zanotowała ujemą dynamikę rok do roku. Nawet w okresie świątecznym spłacono więcej kredytów konsumenckich niż ich zaciągnięto. Mimo, że w tym okresie co najmniej 15 banków prowadziło kampanie marketingowe nakierowane na zwięszenie sprzedaży szybkich pożyczek. A dane już za styczeń br., które opisuje moja koleżanka, są jeszcze marniejsze, bo to największy spadek zadłużenia od czerwca 2003 r.

Zaostrzone wymagania wobec kredytobiorców również nie dają nadziei na rychłą poprawę. Banki natomiast, jak co kwartał, według raportu Narodowego Banku Polskiego oczekują wzrostu popytu na pożyczki konsumpcyjne. Problemem prawdopodobnie jest jakość tego popytu. Po kredyty zgłaszają się konsumenci, którzy nie są w stanie sprostać nowym (zaostrzonym) wymaganiom instytucji finansowych. Banki dokładniej selekcjonują klientów tak, żeby nie było potrzeby zawiązywania kolejnych rezerw na złe kredyty. Dlatego do czasu, aż nie wzrośnie wiarygodność klientów, którzy zgłaszają się po pożyczki, to oczekiwania wzrostu popytu mają jedynie wymiar „koncertu życzeń”.

wtorek, 22 lutego 2011

Wystarczy zarabiać powyżej średniej krajowej, żeby relacja zobowiązań kredytowych do wynagrodzenia wynosiła nie 50, a 65 proc. Nie wiadomo tylko, z którego miesiąca ma pochodzić przeciętna pensja.

Rekomendacja T ma trzymać w ryzach poziom zadłużenia kredytobiorców. I właściwie może się jej to udawać, pod warunkiem, że potencjalni kredytobiorcy nie zarabiają w okolicach średniej krajowej. W komentarzu na temat zdolności kredytowej zwracam uwagę, że w zbiorze zaleceń przygotowanym przez KNF zabrakło doprecyzowania.

Dla przykładu weźmy rodzinę o dochodach 5 tys. zł netto. Według danych GUS za listopad i grudzień zarabia ona poniżej średniej krajowej. Ale już odczyt za styczeń powoduje przekroczenie przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. W efekcie przykładowa rodzina może liczyć na kredyt o kilka tysięcy wyższy przy kompletnie niezmienionej sytuacji materialnej. Ale podobnych sytuacji prawdopodobnie nie udałoby się uniknąć, gdyby banki przyjmowały wynagrodzenie z jakiegokolwiek stałego punktu, bo zawsze znajdzie się ktoś o zbliżonych zarobkach (na plus i na minus). Problem leży w tym, że rekomendacja nie precyzuje jak często wskaźnik ma być aktualizowany. Finalnie, część banków aktualizuje dane co miesiąc, inne co kwartał, a mamy też grupę instytucji, które robią to według własnego uznania.

Pozostawienie bankom takiej dowolności powoduje, że część z nich przy odrobinie zachłanności mogłaby zawyżać zdolność wybranych kredytobiorców przyjmując dane z miesięcy o niższych odczytach przeciętnego wynagrodzenia. A wtedy klienci, którzy chcą się zadłużyć „pod korek” powinni udać się do ekonomisty, którzy wskaże prognozę płac na najbliższe miesiące.

czwartek, 17 lutego 2011

Wczorajszy komentarz Expandera na temat polisolokat skłonił mnie, żeby kontynuować temat zmian zaproponowanych przez Ministerstwo Finansów i związanych z tym zagadnień. Tym razem chcę pokazać różnicę między lokatami, polisami lokacyjnymi.

Począwszy od początku 2009 r. maleje różnica między przeciętnym oprocentowaniem rocznych lokat i polisolokat. Jeszcze dwa lata temu średnie stawki na polisach lokacyjnych były prawie 1,9 proc. wyższe, obecnie ten spread skurczył się do 0,3 proc. Można powiedzieć, że przyczyniły się do tego lokaty antybelkowe. Z pewnością częściowo tak jest, ale przedstawiony poniżej wykres pokazuje, że średnie stawki zaczęły się do siebie zbliżać już znacznie wcześniej.

Myślę, że przedstawiony wykres ma jeszcze jedną wartość. Malejącą różnicę w przeciętnym oprocentowaniu między tymi dwiema formami oszczędzania można przyrównać do marż, jakie otrzymują ubezpieczyciele z tworzenia polisolokat. Dlatego nawet jeśli znajdą się towarzystwa ubezpieczeniowe, których portfel pozwala na wzrost sprzedaży polis lokacyjnych, to niezbędne może się okazać podniesienie marż. A to może nastąpić tylko w porozumieniu z bankami.

środa, 16 lutego 2011

W komentarzach o prawdopodobnej zmianie zasad zaokrąglania określonej w ordynacji podatkowej trwa poszukiwanie rozwiązań alternatywnych dla depozytów antybelkowych. W końcu te 55 mld zł trzeba będzie jakoś zagospodarować.

Napisałem już o ograniczonych możliwościach firm ubezpieczeniowych w zakresie polisolokat, ale warto też rozważyć wariant z funduszami inwestycyjnymi. Te oczywiście mają szansę skorzystać na ewentualnym wprowadzeniu zmian. A ponieważ klienci antypodatkowych rozwiązań charakteryzują się większą świadomością ekonomiczną, to z reguły poszukują ponadprzeciętnego zysku.

Dla tych konsumentów fundusze (również parasolowe) mogłyby stanowić interesującą alternatywę. Istnieje jednak problem z określeniem skali napływu tych środków do funduszy. Od 2009 r. zależność między zmianą salda złotowych depozytów dla gospodarstw domowych, a napływem środków do funduszy bardzo zmalała.

Po upadku Banku Lehman Brothers miesięczna zmiana salda depozytów gospodarstw domowych charakteryzuje się bardzo dużymi zmianami. Z kolei nieufność do funduszy powoduje, że przyrost środków jest niewielki, ale znacznie mniej rozchwiany niż przyrost depozytów w bankach. W efekcie korelacja między napływem środków na lokaty, a do funduszy istotnie się zmniejszyła. I właśnie ten czynnik powoduje, że trudno wskazać czy fundusze rzeczywiście mogą liczyć na znaczny wzrost wpłat od klientów. Komentując zmiany zaproponowane przez Ministerstwo Finansów napisałem, że wzrost ten będzie umiarkowany. Historyczne dane o miesięcznej zmianie salda depozytów nie pozwalają sądzić inaczej. Znacznie bardziej niż zmiana salda depozytów decydować może sytuacja na rynkach, jaka będzie panować w drugiej połowie roku.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Koniec lokat antybelkowych może nadejść już za cztery i pół miesiąca. Koniec nieunikniony, bo w trudnej sytuacji budżetowej Ministerstwo Finansów nie wybrzydza i pochyla się nad każdymi pieniędzmi.

Według szacunków MF antybelki stanowią już 13 proc. wszystkich depozytów gospodarstw domowych, to ok. 55 mld zł. Biorąc pod uwagę, że lokaty z kapitalizacją dzienną stały się szerzej dostępne dopiero w drugiej połowie 2009 r., to wartość szacowana przez MF robi wrażenie. Nic więc dziwnego, że banki mogą się obawiać odpływu środków.

W dzisiejszych komentarzach na liście produktów, które miałyby zastąpić lokaty antypodatkowe na pierwszym miejscu wymienia się polisolokaty. Z tymi jest jednak problem, bo w ofercie ma je zaledwie dziesięć banków i praktycznie żaden z nich specjalnie się nimi nie chce chwalić. Co więcej, w ostatnim czasie, kiedy przeciętne oprocentowanie depozytów rośnie, zyskowność polis lokacyjnych maleje. Dla ubezpieczycieli jest to produkt coraz mniej dochodowy. A na dodatek część firm ubezpieczeniowych ma zbyt duży udział poliso-lokat w swoich portfelach. To z kolei oznacza, że tylko niektóre z firm mogą nawiązać ewentualną współpracę z bankami w celu zaoferowania produktu konkurencyjnego dla lokat antybelkowych. Szerzej o niepewnej przyszłości lokat opakowanych z ubezpieczenie pisze dziś Parkiet, jako przyczynę wskazując unijną dyrektywę Solvency II.

Dziesięć banków oferujących polisy lokacyjne wygląda na tle 27 oferujących produkty z kapitalizacją dzienną mizernie. I nie sądzę, żeby to się nagle zmieniło. Raczej możemy oczekiwać, że będzie rosło oprocentowanie tradycyjnych depozytów, a pomagać w tym również będzie Rada Polityki Pieniężnej. Bo to właśnie cykl podwyżek stóp procentowych ma szansę częściowo zrekompensować skutki zmian, które chce wprowadzić resort finansów. Ta zbieżność czasowa powoduje, że klienci wciąż będą mogli znaleźć dla siebie rozsądne formy lokowania, a skala odpływu środków z instytucji finansowych będzie ograniczona.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8